Detailed review by Azia
W Święto Niepodległości wybraliśmy się w Bieszczady z rodzinką. Gdy zbliżała się pora obiadu, zaczęliśmy rozglądać się za restauracją, niestety, mijane po drodze były nieczynne. Przejeżdżając przez Cisnę, zauważyliśmy Trolla, weszliśmy tu nie z wyboru, tylko z musu. Po wejściu do środka wydawało się, że wybraliśmy dobre miejsce na obiad. Zachwycił nas wygląd wnętrza: drewniane ławy, kominek w kształcie trola , rzeźby na ścianach, półkach i parapetach oraz spokojna muzyka w tle. Szybko wybraliśmy potrawy z menu i czekaliśmy na podanie posiłków. Czekaliśmy i czekaliśmy i ... w końcu pani kelnerka zaczęła w odstępie kilku minut przynosić zamówione dania. Starsza córka zamówiła naleśniki z jagodami i była zadowolona, młodsza córka jak zwykle zamówiła pierogi ruskie i też była zadowolona ( z zamówieniem połowy porcji nie było problemu, choć nie zawsze jest to możliwe). Najdłużej na zamówienie czekałam ja i mój mąż. Zamówiliśmy schab zawijany w boczku z zapiekanymi ziemniaczkami i surówkami. I tu nastąpił zgrzyt. Jakież było nasze zdziwienie gdy kelnerka przyniosła nam nasze potrawy. Mięso niby schab (twarde jak podeszwa od buta) było nabite na patyk od szaszłyka, poprzetykany kawałkami tłustego boczku i spalonej cebuli. Ziemniaki lekko podsmażone, ale już zimne , najbardziej smakowała nam surówka z kapusty i marchewki. Do tego na talerzu była musztarda i chrzan. Wiedząc, że w pobliżu jest wszystko pozamykane zjedliśmy to co było zjadliwe. Wypiwszy kawę w mikroskopijnych filiżankach uiściliśmy ogromniasty rachunek, i jak najszybciej opuściliśmy lokal, do którego na pewno już nigdy nie wrócimy.
Troll3
Ratings
-
Food & Beverages
[more][less]
-
Dining Area Ambiance
-
Lokalu nie polecam, obawiam się, że podczas kolejnego pobytu złośliwe trolle nie poprzestaną na fatalnym schabowym, przypaleniu cebuli, wystudzeniu potraw i dużym rachunku, ale wyskoczą z czymś gorszym.